Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XI.djvu/143

Ta strona została przepisana.


wsadzał, zapomniawszy Ojczyznę, ułaństwo i artykuły trzykroć mu czytane, pamiętny tylko klejnotu swego szlachectwa i bolącéj części swojéj osoby... odwinął się... machnął... klasło! Sierżant dostał policzka... Zbrodnia!... A więc i sąd niezwłoczny. Pan Adam Potocki, nowy Pułkownik nowego pułku, poprawia sobie to szlify to okulary, co u niego było oznaką nadzwyczajnego wzruszenia... Niewiedzieć jednak, czy się smuci zgorszeniem, czy się cieszy wyprawieniem solennego aktu, który powiększy anale i pułku i jego dowództwa. — Nota. Pan Adam Potocki był szlafmycą. Koniec Noty. — Sąd zwołany — ale co tu sądzić — przestępstwo jawne — prawo jasne: „Za targnięcie się na przełożonego kara śmierci“. Piszą dekret... Imańsiu, oddaj się Bogu! Działo się to w Tyszowcach... Znacie Państwo Tyszowce?... Nie... I lepiéj! Jest to ni duże, ni piękne miasteczko w Bełzkiem. Cały pułk występuje, ale dla równości pieszo, bo tylko jedna kompania miała konie — z lancami, bo pałaszy nie dostawało. Na prawém skrzydle stanęła kompania wyborcza w szlifach i akselbandach pąsowych, a przy niéj w drugiéj kompanii nazwanéj Ptaszników, w drugim szeregu wielu było i bez ostróg, bo butów nie miało. Ta druga kompania była złożona z samych dzieci lwowskich, ponajwiększéj części latarników. Starsi żołnierze, nie służbą ale wiekiem, przezwali ich Ptasznikami, co późniéj dziennym rozkazem zostało zakazaném. Daléj stały kompanie rekrutów, czapeczki tylko granatowe z paskiem pąsowym świadczyły, że będą kiedyś wojskiem. Przed frontem stał jako pryncypalny aktor Kapitan Żurowski z komendą swoją,