Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XI.djvu/147

Ta strona została przepisana.


zgadujesz więc zamilczę. Po wsiach oficerowie, chcąc koncentrować swoje oddziały, wyłamywać kazali ściany, przerabiali na stajnie chłopskie stodoły. Ja sam w Poleckiéj Woli cieszyłem się z moich rozporządzeń i przeistoczeń nie pomyślawszy ani razu, czy nie niszczę gospodarza zajmując całe jego obejście. Wina to była właściwie starszych. Żołnierz rolnikowi zaglądał głęboko do garnka i do brogu, a wszelki opór pociągał za sobą niebezpieczeństwo osobiste. Ekscesa żołnierskie powtarzały się często, coraz częściéj. W Hrubieszowie obywatel z sąsiedztwa Guzowski dostał od ułanów obszerną etymologią swojego nazwiska... Natenczas Pan Guzowski jak ów leśniczy... ale to inna historya... że zaś nie długa, więc powiem.
Oto tak było: Pewien leśniczy, przedwczesnym pochwycony patryotyzmem, w zielonéj kurcie z siwemi barankami i w czapce z kutasem dosiadł źrebnéj kobyły i widząc harcujących ułanów 3go pułku przyłączył się do nich. Kiedy się zwijał jak mógł najlepiéj, jeden z wiarusów czy krótkiego wzroku, czy podpity, czy nie mogąc wstrzymać zamachu, czyli téż nareszcie biorąc patryotę w nieznanym stroju za jakiego vice-huzara, walnął go w łeb drzewcem, a grotem... w udo ugodził... Wtenczas leśniczy, z tém uczuciem, z jakiém Brutus pod Filipami wyrzekł: Cnoto jesteś niczém! — zawołał chwytając się za część uszkodzoną: A niech diabli biorą z taką Ojczyzną!...
Otóż i Pan Guzowski mógł był wykrzyknąć toż samo.. i pewnie wykrzyknął, kiedy ściągnięty z bryczki wziął w skórę za to, że przed parą dniami zła-