Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XI.djvu/177

Ta strona została przepisana.


Przy lekcyach zawsze nogami dzwoniłem, oczywiście nie w takt i nieustannie wciągałem nosem, vulgo siąkałem, co jest niezawodną oznaką słabego usposobienia ucznia i powinno zwracać uwagę rodziców. Jeżeli podrostek mocno siąka przy muzyce — nie tracić czasu. Czasem zły muzyk bywa dobrym jurystą. Jeżeli zaś siąka i nad kodexem, czémprędzéj dajcie mu ołówki, może będzie malarzem. Ale jeżeli zawsze i przy każdéj nauce siąka i siąka — to hebes jak Bóg Bogiem. Scientia nic z niego mieć nie będzie. Niech się czepia dworów.
Śmiech Matłowskiego ochrzcił mnie na autora. Przy téj sposobności muszę zrobić uwagę, że sposób najdzielniejszy podobania się, jest łatwość śmiechu. Śmiech jest nie udaną aprobatą konceptu... a aprobaty któż nie lubi?!
Sukces nadzwyczajny mojéj komedyi zawrócił mi głową, wziąłem się do tragedyi. Ale ta ograniczyła się na tytule wielkiemi literami napisanym: Rzeź Pragi i na spisie osób, na czele których, jak łatwo zgadnąć, stali Suworów, Zajączek i Jenerał Jasiński. Zdaje mi się nawet, że zacząłem pierwszy wiersz pierwszéj sceny wyrazami: O Ty! co... albo: O Ty! który... co zawsze wielki efekt robi w stylu poważnym tak, jak Inwokacye w kazaniach, które budzą wszystkie uśpione baby do ryczącego westchnienia, albo jak w teatrze owe oklepane sentencye o cnocie, honorze, miłości ojczyzny. Bo trzeba wiedzieć, że nigdzie nie ma tylu czcicieli cnoty ile w teatrze, lubo w zamęcie owych szlachetnych uniesień najwięcéj ginie chustek i zegarków.