Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XI.djvu/183

Ta strona została przepisana.


dla świata jest tylko środkiem do osiągnięcia tych wszystkich materyalnych rozkoszy za granicą, bez których nikt żyć nie chce. We Francyi nawet, owéj Francyi rycerskiéj, gdzie uczucie wbrew częstokroć rozsądku rozwijało potęgę swoją do najszczytniejszych krańców fantazyi, gdzie człowiek władzą ducha ulatniał się, oddzielał się od siebie samego i wznosił się czystym tylko instynktem ku nieśmiertelności, tak, jak się wznosi motyl do stref słonecznych, kiedy jeszcze jego poczwarka kołysząc się gdzie u kwiatu świadczy o jego pobycie na ziemi, w owéj Francyi znika poezya wszędzie i ze wszystkiego. Piśmiennictwo francuskie czuć rzemiosłem. Każdy teraz pisać będzie przeciw natchnieniu, przeciw przekonaniu jeżeli tylko może wiele pieniędzy zyskać. Kto na zawadzie, nieprzyjaciel — żadna świętość cnoty i zasługi nie zasłoni, jeżeli nie własna siła. Po sercach, po głowach w górę! w górę! pnie się tłum zimny, chciwy i nie żyjący tylko w obecnéj chwili. Żydzi wszędzie, Żydzi w Paryżu, w Rzymie, w Londynie i w Przemyślu, zkąd w nocy, o świetle księżyca i w majowéj pogodzie tysiąc ośmset dziewiątego, ruszyliśmy w dalszą drogę do Nienadowéj, do brata Pana Wojciecha, Pana Antoniego Dembińskiego, byłego oficera z Kościuszkowskich czasów.
W Nienadowéj, majętności ojca mojéj matki, mieszkali niegdyś rodzice moi. Tam pamięć moja błądzi w mgłach dzieciństwa. Nie było już wprawdzie murowanego mostu przed bramą na szuwarem zarośniętéj fosie, — nie było na środku dziedzińca kompasu, który mi się niegdyś zdawał spoczywać na ogromnéj kolumnie, — nie było w koło niego