Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XI.djvu/187

Ta strona została przepisana.


W pierwszych latach bieżącego wieku mój Ojciec zakładał fabrykę żelaza w Cisny. Często tam przesiadywał. Raz wziął nas z sobą, to jest Seweryna, mnie i Pana Płachetkę. Była to pierwsza podróż moja; lepiéj ją pamiętam niż we dwadzieścia lat późniéj odbytą do Włoch. Kiedyś Państwu i o téj podróży opowiem, jak wyjechałem ze Lwowa do Florencyi w zamiarze ożenienia się z Panną Elżbietą Buturlin — jak to i dlaczego nie przyszło do skutku... jak się nareszcie puściłem do Neapolu, ale chwycony spleenem w Rzymie, kazałem nawrócić i wróciłem do Beńkowéj-Wiszni. Przywiozłem wszakże trochę pamiątek, między innemi różę uszczknioną w papieskim ogrodzie i oset na gruzach pałacu Cezarów. Za parę wieków może las będzie z ogrodu, a jezioro z pałacu. Albo może z gruzów powstaną gmachy, a z gmachów gruzy i to ostatnie podobniejsze do prawdy niż pierwsze, ale cieszmy się nadzieją, lubo zmartwychwstanie bardzo trudne. Wziąłem własną ręką w spalonym kościele św. Pawła kawał belka ze stropu, który miał być z cedrów góry Libanu. W Wiedniu kazałem z niego wyrobić Zbawiciela na krzyżu i za powrotem do kraju posłałem do świątyni Sybilli Księżnie Jenerałowéj Czartoryskiéj. Nie zwykły to był u mnie wybryk grzeczności. Zrobiłem nadzwyczajnie wiele, a Księżna nadzwyczajnie mało. Kiedyś, późniéj, komuś, przez kogoś kazała podziękować. Bądźże tu uprzejmym. Ile razy pomknąłem się ze sentymentem, tyle razy szczutka dostałem. Bądź nareszcie grzecznym, jeżeli ci to przyjemnie, jeżeli ci sprawia apetyt, albo sen sprowadza, ale jeżeli grzeczność chcesz użyć za ponętę na ludzi, to