Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XI.djvu/188

Ta strona została przepisana.


daremne trudy. Szczęście do ludzi, jak szczęście w karty, przyczyny nie ma.
Wyjąwszy głupich, których zawsze świat lubi, bo po nich skakać może, jak koza po pochyłém drzewie, — i o tych nie mowa, — znałem ludzi uczciwych ale niedelikatnych — lubiących gości w domu, ale nie trudniących się niemi — upartych, despotycznych w zdaniu, obojętnych wreszcie na wszystko, co leżało za granicą ich domu — a jednak więcéj mieli przyjaciół niż ci drudzy równie uczciwi, ale grzeczni, lękający się uchybić komubądź, stać się natrętnym lub niedelikatnym, ludzie gorliwi w radzie i nigdy nie obojętni tak w prywatnéj, jak publicznéj sprawie. Znałem ludzi zimnych, niedbających o niczyją przyjaźń, egoistów charakteru nieczystego, nie ceniących nawet miłości żony i dzieci, a jednak świat ich lubił. Znałem zaś uprzejmych, miłych, wymowy miodem i mlekiem płynącéj, a wszystko nadaremnie. Ściska ręce, całuje z jednéj i drugiéj strony, a czasem i trzeciego całusa suplementarnego nie szczędzi — nie zapomni nigdy niczyich imienin — sześć tysięcy biletów wizytowych rozdaje co roku — sprawunki robi, listy pisze, poradzić lubi, a nawet czasem i pożyczy pieniędzy, a jednak ludzie go nie lubią. Zrozumiejże tu proszę.
W jakiejś operetce Bogusławskiego śpiewa jakiś moralista: „Pochlebiaj a będziesz szczęśliwy.“ Możnaby dodać i będziesz lubiony. Miałożby to być słowem zagadki? Bądź jakim chcesz, ale pochlebiaj. „Pochlebstwo chociaż się rzekomo odrzuca, smakuje przecie“, powiedział i ś. p. Andrzej Max. Fredro. Ale jakie ma być pochlebstwo, jak i gdzie go użyć,