Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XI.djvu/208

Ta strona została przepisana.


broń, przyjął pewnych ludzi i obwarował swój domek tak, że w nim napadu nie mógł się lękać. — Ale nie przestał on na tém, wiedział bowiem, że w każdéj walce chcąc stanowczo odnieść zwycięstwo, nie można ograniczyć się na odporném działaniu. Miał swoich szpiegów, śledził przez nich obroty nieprzyjaciela i zawsze był gotów wyruszyć przeciw niemu, na czele swego dobrze uzbrojonego hufca. Wulf zaś ze swojéj strony, lubo zemstę poprzysiągł, nie chciał ją jednak uczynić jedynym celem swoich czynności. On chciał rabować dla zysku, a zemścić się dla uciechy. — Dlatego wojna z Kitajgrodzkim nie była mu na rękę i unikał go ile możności. — Jak długo trwał ten stan rzeczy, nic umiem powiedzieć — wiele razy walczono ze sobą nie wiem, — dość, że razu jednego dano znać Kitajgrodzkiemu, że Wulf ma zjechać na szabas do Liska. — Na koń! krzyknął Kitajgrodzki i nie wyszło pół godziny, już kłusował działami na czele swojego oddziału. — Nie drzymał i Wulf, miał swoje czaty, bo gdy Kitajgrodzki jedną stroną od Ustrzyk wpadał do miasta, on wymykał się drugą. — Dostrzeżony, ścigany, coraz mocniéj napierany, skręcił nareszcie ku Sanowi i w pław się rzucił. Kitajgrodzki przypadł nad brzeg, strzelił za nim i zdawało mu się, że się Żyd po strzale na lewo pochylił. Ale czy to dlatego, że już wieczór szarzał, czy że się lękał zasadzki, nie ścigał daléj, wrócił do Liska i tam przenocował.
Nazajutrz jeno świt, przejechał San w bród pod Zamkiem i na lewym brzegu starał się przejąć ślady naprzeciwko miejsca, z którego strzelił. Nie tak to