Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XIII.djvu/023

Ta strona została uwierzytelniona.


Ciągle nadstawia piersi, serca, głowy,
Na miecze wrogów, najezdców okowy;
Co póty działać, walczyć nie przestanie,
Póty żyć będzie, póki tylko stanie
Jednego męża, jednego pałasza —
To Polska!... Polska!... To Ojczyzna nasza!





MOGIŁA NA ROZDROŻU.




Droga zarosła, zamek pusto stoi,
Ani tam okien, ani tam podwoi,
Obicia zdarte, obnażone głazy,
W szmatach po ziemi pradziadów obrazy;
Gdzie Pan? Gdzie dziedzic? Zamek pusto stoi.
Pan, Pan i dziedzic? Zbiegł świata krawędzie,
Szuka wciąż łoża, szuka źródła wszędzie,
Gdzieby pragnienia mógł ulżyć katuszy,
Gdzieby snu chwilką mógł odpocząć duszy —
Źródła nie starczą — spać nigdy nie będzie.
Wraca do kraju — żyje w ciemnym lesie,
Zawsze na barkach wór kamieni niesie,
Cel urągania i wstrętu i trwogi,
Jak w dzień tak w nocy przez ciernie i głogi,
Jęty szaleństwem wór kamieni niesie.
Jam zabił — krzyczy — zamordował srodze;
Padła, szeroko po jéj grobie chodzę,
Bracia kajdany, a ja dźwigam złoto;
Ciężkie to złoto! zostałem sierotą,
Ja, ja zabiłem, zamordował srodze.