Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XIII.djvu/040

Ta strona została uwierzytelniona.


Nie zmylą huczne race, co pod Nieba lecą,
Bo i ferment rozkładu świeci także nieco,
Bo krocie kroci szczytów zmienionych w zwaliska
Świadczą, jak w dziełach ludzkich zagłada jest bliska.
Dla tego nie chcę, stronię, nie lubię tych ludzi,
Których rozum przewrotny nierozumnych łudzi. —
Wszystko dziś tylko pozór, w nim zysk, zaszczyt, chwała,
Z duszy uleciał motyl, poczwarka została.
„O nadto czarnéj barwy rozciągasz po świecie,“
Powie mi optymista przy sutym bankiecie,
„Tak jest, tak zawsze było od początku świata,
„Mądre, głupie, złe, dobre ciągle się przeplata.
„Co myśleć nad zagadką, któréj nikt nie zgadnie?
„Koniec końców świat stoi, nigdy nie przepadnie.“
— Przepadnie, nie przepadnie, to jest w Boskiéj woli,
Ale w ludzkiem mrowisku, co w doli, niedoli,
Piętrzy się całe wieki, a nim w szczycie stanie
Znowu grudka po grudce zsuwa się w otchłanie.
Rzućmy po naszym kraju, rzućmy czystem okiem;
Powiedzmy — w górę czy w dół spiesznym idziem krokiem.
Niemiec chytry nie zdobył, lecz podrył kraj wolny,
A głupi swéj zdobyczy utrzymać niezdolny.
Nie miał innéj podpory dla wątłéj budowy
Tylko wieczny sił rozbrat i ucisk częściowy;
Wzbudzał zawiść, nienawiść, a mądrym obrotem
Nagradzał cudzym kosztem i obdzierał potém.
Kościoły przeistacza w koszary, więzienia,
Plebanów wiejskich w gąbki parafialne zmienia...
Tam jak u kratek giełdy walka uporczywa,
Lada grosza ten broni, a tamten wyrywa...