Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XIII.djvu/080

Ta strona została uwierzytelniona.


Znów ogniem błysły wejrzenia słuchacza,
Lecz ona z drogi tym razem nie zbacza,
Dwa wprzód, wstecz jeden, powlekając kroki
Krąg po trzy razy określa szeroki
I bierze cząstkę serca najezdnika,
Z źrenicy szpiega, z oszczercy języka,
Garść ziemi, zdrajca gdzie stąpił ojczyzny,
Jedną łzę hańby, dwie krople trucizny,
Wszystko to razem szemrząc ciche słowa,
Bo ścięta szczęka troskliwie je chowa,
W ogromną czaszkę jakiegoś olbrzyma,
Który ni grobu, ni spoczynku nie ma,
Rzuca, rozkłada, przekłada, przebiera
I dzióbem sępa na mąkę rozciera
I mąkę bierze, po za siebie ciska
A biała chmura ze środka ogniska,
Jak biały sztandar pod wicher niesiony,
Wznosi się w górę, powiewa na strony.
„Cóż tam spostrzegasz? Co tak wlepiasz oczy?
„Jakiż obrazek biały dymek toczy?
„Wszak to dziewica, łabędziego łona,
„Czarnego oka, wszech dziewic korona?
„Nie zna cię jeszcze, bo wyższa nad ciebie
„Jak nad ten węgiel ta gwiazda na niebie,
„Ale moc nasza pracuje jak w kole,
„Ten jutro w górze, co dzisiaj na dole;
„Ta twoja miłość szalona lecz szczera
„Spodlonéj duszy skorupę przedziera;
„Zbliżenie tobie uczyni możliwém
„I złączyć może zaklętém ogniwem.“
— „Daremne czarów zwodnicze mamidła
„Piekło już ściąga uplecione sidła,