Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XIII.djvu/093

Ta strona została uwierzytelniona.


Olga jak obłok posuwa się daléj.
I wicher powstał, gnie jodły, liść zrywa
Jak czarnym śniegiem ślad drogi zakrywa,
Niesie gałęzie, rwie krzewia z uboczy,
Szumiącym świdrem krzemień w górę toczy,
Sto słupów stawia i sto słupów wali —
Olga jak obłok posuwa się daléj.
A słupy przed nią ścielą się po ziemi,
A burza milknie i uchodzi z niemi.
Lecz daléj z góry i z jednéj i z drugiéj
Pędzą w zygzaki promieniste strugi;
Ogień na drogę morzem się rozlewa,
Błyszczą jak pryskiem obsypane drzewa.
Ogromne głazy, potrzaskane skały,
Jak jedne węgle rozżarzone stały,
Pożar, pożoga — ziemska kula gore —
Piekła wieczystą stopiły zaporę!...
Woda w źródliskach kipi, wre i pali —
Olga jak obłok posuwa się daléj;
A pożar cofa syczące ozory,
Cofa i cofa i przepada w bory.


2.

Lecz wkrótce Sanu zagrzmiały topiele;
Piętrzy się fala, nowe łoże ściele,
A głaz po głazie urwany z nadbrzeża
Głuchem pluśnięciem po lasach uderza;
Gdzieniegdzie drzewo, jak olbrzyma ramie,
Skręcone wirem o skały się łamie,