Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XIII.djvu/123

Ta strona została uwierzytelniona.


I wywiesił język długo
I spoglądał jakby pan.
Osłupiał Cześnik skamieniał,
Głosu z piersi nie mógł dobyć,
Wzroku z charta nie mógł zdjąć.
W tem obok ktoś się odezwał:
„Jaśnie Panie, racz przebaczyć
Ten bolesny dla mnie traf“...
Jakby wężem ukąszony
Na głos znany Cześnik drgnął.
Młodzieniec cudnej urody,
Dziwnie miłym, dźwięcznym głosem
Rzekł tych kornych kilka słów.
Na koniu siedział tureckim
I z tatarska był ubrany,
I zwyczajom całkiem wbrew
Włos w kędziory jakby grzywa
Aż na barki mu się kładł.
Przy cuglach trzymał obuszek,
Prawą ręką skłaniał czapkę,
Że aż strzemion sięgał nią.
Drapieżny zwrócił bachmała
I gdyby nie Hanna w środku
Na zuchwalca byłby wpadł;
Lecz się wstrzymał — słowa tylko
Z zapienionych wyszły ust:
„Odkądże wolno podrzutkom
„Na jałmużnach wykarmionym
„W pańskich łowach udział brać?!“
Młodzieniec zadrzał i pobladł
I znów twarz mu zapłonęła,
Lecz na Hannę zwrócił wzrok...