Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XIII.djvu/212

Ta strona została uwierzytelniona.


I takim dzikim śmiechem gwałtownie zakrakał,
Żem się nerwowym płaczem mało nie rozpłakał.
Nareszcie swym dowcipem nasycon do woli
Rzekł teraz w opiekuńczéj przyjaciela roli:
„Twych interesów wcalem nie zaspał w popiele,
„Wczoraj nie spoczywałem i zrobiłem wiele;
„Najprzód twojem imieniem byłem u bankiera,
„Zapewnia, że ci kredyt najchętniéj otwiera.
— Ależ mi go nie trzeba! odrzekłem zdziwiony.
„Mała fraszka, niby nic, mam pomoc z téj strony,
„Jeżeli kupisz Wolę“... — Ja mam kupić Wolę?
„Wszak rzekłeś przy obiedzie: Ja lubię Podole
„I może kiedy z czasem tam się usadowię.
„I zaraz mi ta Wola chodziła po głowie....
„Wola, Wola na sprzedaż, ale Wola jaka?
„Pytam się, Prusak kupił, biegnę do Prusaka;
„Prusak chętnie odsprzeda; biorą inwentarze,
„Pędzę do adwokata, kontrakt pisać każę.
„Będą u mnie obydwa jutro na obiedzie,
„A przy szampanie układ dobrze się powiedzie.
„Że zaś in gratiam ciebie te gody wyprawię,
„Pani Piękniecka także przybędzie łaskawie.
„Mała fraszka, niby nic, młoda, ładna wdowa;
„Masz wóz i przewóz — basta! więcéj ani słowa.
I znowu się roześmiał, aż szyby brzęknęły,
Ale tym razem nerwy na włos się nie zgięły.
Wdziałem szlafrok, pantofle, stałem jak gromnica
I rzekłem: „Przyjaźń twoja wielce mnie zaszczyca;
„Ale żal mi, że teraz odwdzięczyć nie mogę
„Dziś do Radziwiłłowa jadę w dalszą drogę;
„Co do Radziwiłłowa? Cóż ja teraz zrobię?
„Nie mam paszportu. Klęska — Radźże już sam sobie.“