Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XIII.djvu/217

Ta strona została uwierzytelniona.


Sędziwego kapłana; no... nie był sędziwy
Nie młody i nie stary, ale tak ruchliwy,
Że nie mogłem dopatrzeć z brodą czy bez brody.
Ekonoma nie było — słuszne ma powody,
Jako wierny abonent Lwowskiego dziennika
Sypie kopiec na unią, lecz unii unika.
Leśniczego nie było, musi lasu bronić,
I wójt nie przyszedł, bo Pop zakazuje dzwonić.
Po mszy zaczął kazanie, raczéj na mnie połów,
Wyliczał, co dać muszę drzewa, chrustu, kołów.
Gromada z łaski księdzu sierpem dopomoże,
Kto nie chce, popamięta!.. Idźcie w imię Boże.
Wyszedłem z nabożeństwa nieco zadumany;
Nie takie to w sielankach bywały Plebany.
Seńko, stary gumienny, idąc ze mną z boku
Słowa, jak ziarno w skibę rzucał krok po kroku,
„Chłopi, proszę ja pana dobrymi by byli,
„Żeby Niemcy nie darli, Popi nie durzyli.
„Opiekują się nami teraz wszyscy święci,
„Tymczasem coraz gorzéj cały świat się kręci.“
— Prawda, mój Seńku — rzekłem — ciężkie czasy mamy.
Wtem spostrzegłem, że stoi jakiś gość u bramy;
Młodzieniec przyzwoity, czapeczkę podnosi,
Wyjmuje cygar z gęby... o jałmużnę prosi.
Dałem — spojrzawszy w rękę smoczem rzucił okiem,
I młynkując laseczką lekkim poszedł krokiem. —
No, więc gospodarujmy; między zboże chodzę,
A potem do pasieki wstępuję po drodze.
Aj! Seńku! Oho! Oho! Tu pszczoła, tam pszczoła,
Odgonię ją od ucha, ta brzęczy u czoła.
Nareszcie w nos dostałem w pełnéj rejteradzie;
Nos rośnie jak na drożdżach... Seńko glinę kładzie.