Strona:PL Aleksander Humboldt - Podróż po rzece Orinoko.djvu/63

Ta strona została uwierzytelniona.

zamknięto w misji nad górnym Orinokiem, gdzie się zagłodziła, jak to czynią indjanie z wielkiego żalu.
Taka to historja związana jest ze skałą zwaną, piedra de la madre.
Chciałem dać jeno obraz miłości macierzyńskiej, oraz okrucieństwa niektórych ludzi białych wyposażonych w zbyt wielką władzę nad ciemnym krajowcem. Opowieść tę zamieściłem tu także w tym celu, by zwrócić na zło uwagę rządu hiszpańskiego.
Powyż ujścia Guasakari, wpłynęliśmy w rzekę Temi, która płynie z południa na północ. Szerokość Temi dosięga zaledwo 180 metrów, ale w innym jak Guajana kraju uważanoby ją za znaczną rzekę. Krajobraz był wszędzie płaski i lesisty. Piękne palmy pirijao o owocach na kształt brzoskwiń i palmy maurita o kolczastych pniach sterczały ponad niską krzewiną, której nadmiar wody wyrość nie dał.
Na każdej pętli rzeki las stał wielkiemi partjami w wodzie. Celem omijania zakrętów Indjanie wpływali w las i przesuwali się tak zwanemi sendas, czyli kanałami kilka stopowej szerokości, które zastępują ścieżki leśne na suchym gruncie. Są one wyjeżdżone od misji do misji, ale bujna roślinność często tamuje ruch. Dlatego też jeden z Indjan stał ciągle na dziobie łodzi i ścinał krzyżujące się gałęzie nożem zwanym machetta, o ostrzu długiem na czternaście cali. Po gęstwinach słyszeliśmy dziwny hałas i wypłoszyliśmy z nich stado wielkich toninów, to znaczy delfinów słodkowodnych, które jęły krążyć wokoło statku. Skryte były pod gałęźmi drzewa kawowego. Teraz rozprószyły się w wszystkich kierunkach, rzucając strumienie wody. Ryby te mają rozliczne nazwy, wzięte z tej właśnie zdolności wyrzucania wody i dziwi bardzo widok tych stworzeń, właściwie mor-