Strona:PL Antologia poetów obcych.djvu/108

Ta strona została uwierzytelniona.

Mamyż opiewać z tobą wdzięk oczu powabnych?
Kąpać w ciepłych krwi strugach stalowych rycerzy?
Zawieszać czułych gachów a drabin jedwabnych?
I pędzić na bachmacie śród konnych szermierzy?
Mamyż kwilić, o lubej z kastelu dziewoi,
W chwili, gdy obok matki w kościele uklękła;
Ferwor modlitwy wielki, lecz ot, u podwoi
Kruchty, czy refektarza ostroga zabrzękła:
Usta jej się zawarły, serce od pacierza
Pobiegło się przytulić do stali pancerza.
Powiemyż bohaterom średniowiecznych czasów,
By wszedłszy uzbrojeni na baszt starych blanki,
Zanucili romanse dawne i sielanki,
Jakie im minstrel śpiewał śród krwawych zapasów?
Rzekniemyż z pod Waterlo smutnemu mężowi:
Niechaj swój żywot groźny nam dzisiaj opowié,
Niech się przyzna otwarcie ile dusz zmiótł z ziemi,
Wprzód nim zleciał do niego poseł wiecznej nocy,
Nim weń skrzydłami śmierci ubódł z całej mocy,
I przykrył pierś żelazną rękami martwemi?
Utkwimyż na haniebnym, wiecznej wzgardy słupie,
Siedem kroć zaprzedane imię pamfleciarza,
Który głodem szarpany w swej zatęchłej ciupie,
Idzie z zgrzytem Zoila, z zuchwalstwem nędzarza
Bezcześcić nieśmiertelność na gieniusza skroni,
I śród tchnień jadowitych, pozbawiony woni