Strona:PL Antologia poetów obcych.djvu/122

Ta strona została uwierzytelniona.


A drzwi sądu skrzypiały. Stawano, wchodzono...
Każdy patrzył na więźnia postawę skruszoną,
Na oczy jego zgasłe, stérane oblicze,
Na ruchy warg spieczonych, dziwne, tajemnicze...
A każdy w duszy myślał: „Wszak to tylko złodziéj.“
A odchodząc dodawał: „Cóż to mnie obchodzi?“

Wreszcie prezes się podniósł z miną marmurową,
Powiódł wzrokiem po sędziach, szepnął jedno słowo...
Stało się... Już skazany. Szmer przeszedł po sali,
Dzwonek z lekka zajęczał. Woźni z siedzeń wstali...
Więzień tylko drgnął nagle, wyciągnął ramiona,
Szepnął z cicha: „więzienie!“ i —
sprawa skończona!
Alexander Kraushar.






DO DZIEWCZYNY.
(Z PAILLERONA.)

O dziewczyno cicha, jasnowłosa!
Sny miłosne i ciebie pochwycą,
Lecz nie będą one błyskawicą,
Co w zmrok letni zakrwawia niebiosa;