Strona:PL Antologia poetów obcych.djvu/225

Ta strona została uwierzytelniona.


Ale przyjaciel dobrze mu znany
Nadzieją krzepi go fala mórz!
I dzisiej jeszcze legendą płynie,
Pomięć o jego pamiętnym czynie,
Jako śród groźnej wichrów zamieci,
Dla żony, dziecka, w przepaści leci,
Za chlebem goniąc śród morskich fal.

Najmniejszą łódkę sobie dobiera,
Drogę kieruje w Skagenu brzeg;
Maszt pozostawia i żagiel zdziera,
Ostrożnie w prądów sterując bieg;
Sądzi, że łódka zniesie w podróży,
Słaby ładunek śród prądów burzy. —
Zdradny Jütlandzkich jest fiordów gwar,
Lecz gorszy Anglik, ów „Man of war!
Sokolim okiem patrzący w dal.

Rzucony w morze, oddał się Bogu
Wiosłem uderzył ze wszystkich sił;
I do Flandstrandu dobił się progu,
Gdzie dlań ładunek gotowy był.
Trzy tylko sakwy tatarki były,
Które składały ten ciężar miły;
Boć z biednych portów brał on ładunek,
Ale od śmierci był w nim ratunek:
Żonie i dziecku przywoził chleb!