Strona:PL Antologia poetów obcych.djvu/226

Ta strona została uwierzytelniona.


Trzy dni, trzy noce raźno sterował
Otwartem morzem, ten dzielny mąż;
Czwartego ranka na brzeg kierował,
We mgły osłonach wiosłując wciąż.
Śród mglistych cieniów czerniały z brzegu
Zębate skały w groźnym szeregu,
A po nad nimi ponuro w górze,
Siodło Imnäsa sterczało w chmurze;
Drogę poznawał w konturach nieb.

Był prawie w domu, dopłynie brzegu
Nim się z ostatnich wyzuje sił;
Serce mu bije, podwaja biegu,
Już szepcząc pacierz szczęśliwym był...
W tem, nagle w ustach głos mu zamiera,
Czy nie złudzenie?... Oczy otwiera:
Śród mgły zawoju, po wód głębinie,
Od Hösnesundu korweta płynie,
Niesie ją, niesie, kołysząc prąd.

Zdradzona łódka! Dano sygnały,
Zamknięty majtek w zatoce stał;
Słabe powiewy z południa wiały,
Zachodnią drogą uchodzić chciał.
W pogoń spuszczono z korwety łodzie,
Słyszy już śpiewy majtków na wodzie,