Strona:PL Antologia poetów obcych.djvu/245

Ta strona została uwierzytelniona.


— „Za wiele królu, pytań, odpowiedź jednak dam:
Me imię?... Co ci z niego?... Jam jego panem sam,
Me dobra zwą się nędzą, a ucisk krajem mym,
Od wilka tu powracam — bo wczora spałem z nim.

Na smokum dzielnym jeździł za młodych, hożych lat,
Krzepkiemi mię on skrzydły unosił hyżo w świat;
Dziś leży ochromiony, a pierś mu gniecie lód;
I ja już tylko warzę sól po nad brzegiem wód.[1]

Przybyłem tu oglądać rozgłośną mądrość twą;
Wtem śmiechy płochych dworzan wstrząsnęły duszą mą
Schwyciłem za łeb głupca i język w kluby wbił,
Lecz daruj, królu Ryngu! nie stracił on nic z sił.“ —

— „Niezgorzej, Ryng mu na to, wywodzisz słowa swe;
Cześć starcom się należy, toż siadaj obok mnie,
Lecz pokaż własną postać, ten przybór dziwny zrzuć,
Twarz skryta gościa, może wesele drugich psuć.“

Tu spuścił przybysz skórę niedźwiedzią z wierzchnich szat,
I stanął w miejsce starca, młodzieniec, smukły kwiat,
Z wzniosłego czoła spływa kędziorów bujny zwój,
Na barach się szerokich faluje w złoty strój!


  1. Zwykłe zatrudnienie klas biednych.