Strona:PL Antologia poetów obcych.djvu/246

Ta strona została uwierzytelniona.


Płaszcz pyszny, aksamitny, błękitem kryje go,
Pas suty, srebny. (W klamrze połyska leśne tło:
Dłoń biegła z rzadką rzeźbą wpędziła dzika w łan
Z nim, również świetnie ryty, boryka się sam pan.)

Wkrąg ramię mu opina kolc złoty w cudny wzór,
Z pod płaszcza miecz połyska jak piorun z głębi chmur;
Poważny wzrok bohater na grono gości słał,
Jak Balder piękny, dumny jak Azow rodzic stał.

Królowej białe czoło spłomienił nagły dziw,
Tak zorza się północna czerwieni w śniegu niw;
Jak wodne dwie lilije, gdy wicher w fale dmie,
Tak pierś jej raz się wznosi, znów w głębi fałdów tchnie.

W tém głośny róg zadźwięczał, — uciszył gości szyk,
Czas godów rozpoczyna wniesiony Freja dzik,[1]
Klęcząco ryj opiera o srebrnej kadzi zrąb,
Utkwione jabłka na kłach, wieńcami strojny kłąb.

Król powstał, sfalowany w srebrzysty, bujny włos,
Rozrąbał czoło dzika i ślubny podniósł głos,
— „Tak śmiałka nad śmiałkami, Frytjofa zgnębić chcę,
Niech Odin, Frej, Tor krzepki, w zamiarze wzmogą mnie!“


  1. Frejowi — bogu obfitości, składano w czas Jula ofiary, aby błogosławił przyszłym żniwom.