Strona:PL Antologia poetów obcych.djvu/262

Ta strona została uwierzytelniona.


Rzekł, i tysiąc płomieni błysnęło ku górze,
Tysiąc szabel w słonecznym kąpie się lazurze;
Z tysiąców piersi grzmiące rozległy się głosy:
„Prowadź nas... pójdziem z tobą wodzu siwowłosy!“

I oto siedem rodów bratnich z krwi i z ducha,
Zaczém pomkną na Zachód, istna zawierucha;
Patrzą w step, znać dostrzegli wśród mnogich rozdroży,
Szlak szarny, co go zdeptał przed wieki Bicz Boży!

Almosz wzywa Tuchtuna, Eloda i Tasza,
Unda, Huba i Kunda: „Wodzowie! krew nasza
Niech uświęci serc węzeł!“ Chwycą miecz z ochotą,
I siedem krwi strumieni ściekło w czaszą złotą.

Z rąk siedmiu krew wytryska! już dobiegła miary,
Kolejno wodze usta przyłożą do czary!
Uroczystem przysięgi związali się słowem,
Wybierać zwierzchnich władców w gnieździe arpadowem.

Z łupów w boju zdobytych, w moc bratniéj uchwały,
Wszystkim wodzom jednakie niech przypadną działy;
Im to sądzić przestępcę, im stać na praw straży,
Ten zgubion, kto na prawa targnąć się poważy.

Ruszają chmary ludu przez jary i wzgórza,
Mkną chyżo, jak po niebie mknie gradowa burza;