Strona:PL Antologia poetów obcych.djvu/297

Ta strona została uwierzytelniona.


Już bada sam, — nie wierzy już,
I własny świat utworzyć chce.

Choć w ciągłych walkach z sobą jest,
Choć w wątpliwościach targa moc,
Ku słońcu prawdy zwraca się,
I nie chce wierzyć w kłamstwa noc.

I widzę teraz siebie tu,
Jak wlokę żywot pośród nędz,
Jak w koło brzmi zwycięzki śmiech,
Jak w piersiach jęk mam, zamiast tchu.

Lecz iskra, co Bóg w serce mi
Jakby relikwię, włożył sam,
Nie zgasła, nie, — wciąż żyje tam,
Jak Westy płomień wciąż się tli.

Jak perłę w tajnej głębi mórz,
Jak djament w łonie ciemnych skał,
Tak ja ukrywam trwożnie ją
Tę iskrę, którą Bóg mi dał;
By jej nie zoczył sprośny wzrok,
By jej nie przyćmił ziemski brud!

W kaganka światło patrzę się,
W około cisza, pustka, chłód...