Strona:PL Antologia poetów obcych.djvu/384

Ta strona została uwierzytelniona.


Lecz jakież miłość przyniosła jéj kwiaty,
Oprócz niedoli i trwożliwéj mrzonki?
W młodości — hańbę, a z staremi laty:
Rozpacz i przepaść ostatniéj rozłąki!...

„Jeżeli chcecie, są tu i pisarze.
Oto spojrzyjcie na tego młodzieńca,
Co gruby w ręku zeszycik przekręca,
I blady, trwożny, spogląda nam w twarze...
Przyszedł piechotą, zdala, bez obawy:
Tak miłość sztuki duch młody zapala,
Przyszedł z nadzieją, ale zamiast sławy,
Kontent, że znalazł choć ten kąt szpitala!..
Wszystkim on czytał swe dziecinne twory,
Zapomniał kaszlu, zapomniał że chory;
Co było śmiechu nad jego zapałem!..
Lecz jam się nie śmiał... o nie!.. ja dumałem...

„Bracia pisarze! w naszem powołaniu,
Nieodwołalne kryją się wyroki:
Jeśliby każdy, po własném zbadaniu,
Wybrał byt inny, tor nie tak szeroki:
Prawda — świat na tem skorzystałby wiele,
Nie miałby nędznych pismaków, pedantów;
Ale powiedzcież teraz, przyjaciele,
Któżby mu stworzył Szekspirów i Dantów!