Strona:PL Anton Czechow - 20 opowiadań.djvu/88

Ta strona została uwierzytelniona.

Skończyło się na tym, że artysta stracił nawet zdolność wyrażania bólu za pomocą stękania i skamieniał z wyrazem przerażenia na twarzy.
Po osłupieniu nastąpiło coś w rodzaju snu.
— Dlaczego wszystko mnie boli? — pytał zdziwiony. — Czuję się tak, jak gdyby pociąg po mnie przejechał. Może wódki wypić? Hej, jest tam kto? Wódki!
Tymczasem za drzwiami stali Poczeczujew i Grzebyczkow.
— Prosi o wódkę, więc nie wyzdrowiał. — przeraził się Poczeczujew.
— A bo to można, Prokle Lwowiczu, — zdziwił się fryzjer — takiego w jeden dzień wyleczyć? Daj Boże, żeby w ciągu tygodnia przeszło i za to chwała Bogu! Jakąś taką słabiznę w pięć dni można wykurować, a ten to przecie chłop jak dąb, zbudowany, jak prawdziwy kupiec. Nie łatwa z nim sprawa.
— Dlaczegoś przedtem mi nie powiedział tego, bydlę? — jęknął Poczeczujew. — Kto, kto mnie przeklął przy urodzeniu? O, stokroć lepiejbym postąpił, pakując sobie kulę w łeb...
Pomimo ponurych przeczuć Poczeczujewa, po upływie tygodnia Dzikoobrazow II-gi mógł już występować i wcale nie przyszło do zwrotu pieniędzy za abonamenty. Charakteryzował aktora Grzebyczkow, czynił to z taką niesłychaną delikatnością, z takim nabożeństwem dotykał jego twarzy, że niktby w nim nie poznał dawnego oprawcy komika.
— Chłop jak skała! Wszystko zniesie! — dziwił się Poczeczujew. — Ja omało nie umarłem, przypatrując się jego mękom, a on jak gdyby nigdy nic, nawet temu diabłowi Fiedce dziękował, do Moskwy chce go wziąć ze sobą.
Bywają cuda na świecie!




Wpadłem

— Śpiący jestem — myślałem, siedząc w banku. — Przyjdę do domu i zaraz się rzucę na łóżko.
— Jak mi dobrze! — mruczałem po zjedzeniu „na chyb-