Strona:PL Antoni Lange - Malczewski i kilka erotyków.djvu/015

Ta strona została uwierzytelniona.

I odtąd się okropna zaczęła żałoba...
I nie wiesz, kiedy przyjdzie nowa świtu doba...
Kto tam nie był wśród zdrajców? Te wielmożne pany
Sprawiły, że niejeden niby obłąkany
Przystał do nich — i z ruską cesarzową razem
Niszczył swą własną ziemię ogniem i żelazem...
Smutno mówić, lecz ojciec twój,
pan Jan Malczewski...
I czemże on jest dzisiaj?... Generał moskiewski!...


MALCZEWSKI
(jakby do siebie)

Ach, zamilcz o tem, Hryciu. To moje przekleństwo,
Co mię od lat już trapi. To moje męczeństwo.
Zda mi się czasem, żem jest tej zbrodni współwinny —
Że mnie ścigają zawsze złowieszcze Erynny —
Nieraz w pomrokach nocy owa straszna zmora
Budzi mię — aż omdlewa moja dusza chora...
Miłuję swego ojca, który dał mi życie,
Lecz ta myśl, jak jaszczurka, zatruwa mię skrycie —
I każdą mi melodję zgrzytaniem przesyca...
Boże, kolebką moją była Targowica —
Ojcze, czy kiedy ze mnie spłynie owa plama? —
O, bodajby ma dusza w nieskończoność sama
Ulecieć mogła z nizin na czyste lazury...
Młodość ma się przegryzła w tej wizji ponurej...
Kocham swojego ojca, lecz mię bierze trwoga,
Że za ten grzech nas wszystkich czeka kara Boga.
Zamilcz...