Strona:PL Antoni Piotrowski - Od Bałtyku do Karpat.djvu/106

Ta strona została przepisana.

Zyd drzemał tylko na jedno oko, więc zaraz skowronka zobaczył i zaczyna pomału zesuwać biczysko coraz niżej, niżej… aż prawie do ręki i już chce chytać skowronka, a ten sobie leciutko zfrunął i usiadł mu na głowie. Ten się łap za głowę a skowronek już znowu na bacie.
Żydowi z początku ta zabawa się podobała ale w końcu złość go porwała i gdy skowronek usiadł mu na beczce — ze złości wyjął kłonicę[1] i jak kropnął w beczkę koło czopa, tak beczka się przedziurawiła i piwo zaczęło się lać ostro. Rozłoszczony żyd całą siłą pchnął beczkę — beczka spadła, a on zaciął konie, które poczuwszy, że im ubyło ciężaru, pomknęły ostro.
Wkrótce tuman kurzu zakrył pędzącego żyda, który smagał z coraz większą złością konie, jak gdyby one były winne, że stracił beczkę piwa.
Skowronek prędziutko poleciał do wilka, który niezbyt daleko w krzakach leżał, powiada:


— Chybaj pić piwo, bo wycieknie…

Wilk się zerwał, hajda na drogę. No! piwa się tam wylało kilka garncy, ale było jeszcze tego tyle,

  1. Przypis własny Wikiźródeł Kłonica — jeden z czterech drążków umocowanych na osiach i przytrzymujących drabiny albo skrzynię wozu konnego