Strona:PL Antoni Piotrowski - Od Bałtyku do Karpat.djvu/75

Ta strona została przepisana.


Było to w takim kraju, w którym porządnym ludziom i uczciwym było źle i gnili po kryminałach, a złodzieje i bandyci chodzili sobie wesoło po świecie, kradli i mordowali. Żył tam jeden biedny człowiek, który za cały majątek miał żonę, wołu i cielę, jak to się stało, że nie miał krowy, a miał cielę, tego już nie wiem, dosyć że tak było.
Trza było płacić podatek, a tu pieniędzy niema. Więc rada w radę ze żoną, postanowili sprzedać wołu. Zawiązał tedy sznur na rogi i powiódł wołu na jarmark.
Na jarmarku obskoczyli go zaraz tacy złodzieje tamtejsi i pytają:
— Wiele chcesz za to cielę?
— Przecie to nie cielę ale wół — odpowiada — a ceni się 60 rubli!
— To ty musisz być źle myślący, kiedy śmiesz nam przeczyć, kiedy my mówimy, że cielę, to cielę, a jak ma być wół, to pójdziesz „w część“.

Bo tam były też „części“[1].

  1. Urząd policyjny.