Strona:PL Artur Oppman - Cztery komedyjki.djvu/25

Ta strona została uwierzytelniona.
Królewna.
Ach, poczwaro! ach, ty mała leśna żmijo! ty ropucho! ja... doprawdy, więdnie ucho. Tato! królu! nie wstyd tobie? (z płaczem). Co ja zrobię, co ja zrobię!
Król.
Rób to wszystko, co ci każe.
Królewna.
Służyć wstrętnej tej poczwarze! chodź! (prowadzi żabiego króla do sofy i siada obok niego). Przy tobie gdy usiędę, to cię chociaż szczypać będę (szczypie go).
Żabi król.
Żono, zostaw mnie w spokoju! kto skarb dostał twój ze zdroju? wietrzyk chłodzi mnie tak mile... chcę się, żono, przespać chwilę.
Królewna.
Nie wytrzymam i uderzę. Masz! masz! masz! ty brzydkie zwierzę.
(Bije żabiego króla, z którego spada żabia skóra i przed królewną staje piękny królewicz w bogatym stroju).
Ach! O, dziwy! co się stało?
Królewicz (z uśmiechem).
Swoją śliczną rączką małą ocaliłaś mnie z zaklęcia, w którem trwałem od dziecięcia. Zły czarodziej chłopię słabe w obrzydliwą zmienił żabę; i tak byłbym aż do zgonu pozbawiony mego tronu, gdyby nie ty! Dzięki tobie, jestem znowu w swej osobie.
Król.
Gdyby zaś złamała słowo...