Strona:PL Artur Oppman - Cztery komedyjki.djvu/38

Ta strona została uwierzytelniona.
Mania.
Czy nie możesz zostać, tato?
Kupiec.
To byłoby taką stratą, że majątek cały mój przepadłby mi w chwili jednej (po chwili). Byłem niegdyś bardzo biedny, z czoła ciekł mi potu zdrój, bom pracował bezustanku do wieczora od poranku, aż zdobyłem chleba dość; dziś fortuna może wzrość; czyż ją marnie tracić mam? (po chwili). Cóż zostawię wtedy wam?
Zosia.
O tem nie myśl, ojcze miły, nam wystarcza miłość twoja, czcić cię będziem do mogiły.
Kupiec (w rozczuleniu).
Moja Zosiu! Maniu moja!
Mania.
Nie rozrzewniaj, siostro, tatki, niech na drogę dość ma mocy.
Kupiec.
Spakowane już manatki i wyruszam dzisiaj w nocy. Jakiż przywieźć wam gościniec? czy z kamieni drogich wieniec; czy korali krasnych sznur na podarek dla mych cór? no, powiedzcie mi, dzieweczki!...
Mania.
Dla mnie perły i wstążeczki, jasne perły z głębi mórz.
Zosia.
Ja, tatusiu, nie chcę nic, prócz widoku twoich lic. Zostań, tato!
Kupiec.
Nie, nie mogę.