Strona:PL Artur Oppman - Moja Warszawa.djvu/051

Ta strona została uwierzytelniona.

STRYCH.

Jedno z najmilszych wspomnień mych,
Obraz z dzieciństwa wywołany:
Zasnuty pajęczyną strych,
Dziwny, jak jakiś kraj nieznany.

Nisko z karpiówek spływa dach,
Płomienny latem, mroźny w zimie.
I był tam dla mnie czarów gmach,
A tajemnica jego imię.


Wielkie, długie, niskie podstrysze, którego dalekie kąty nawet w najjaskrawsze od gorejącego słońca dni lipcowe ginęły w mrocznych cieniach. W wiosenne i letnie południa w smugach kurzu, złociejących od promieni słonecznych, uwijały się i wirowały maleńkie, ruchliwe muszki; zimą wpadały przez otwory dachu, jak drobniutkie, srebrne gwiazdeczki, płatki śniegu i igiełki szronu; lecz najprzyjemniej było na strychu w poranki wczesnej jesieni.
Cisza panowała tam wówczas bezgraniczna; niekiedy tylko dreptały lekko, lekko po dachu sprę-