Strona:PL Artur Oppman - Moja Warszawa.djvu/056

Ta strona została uwierzytelniona.

I patrzył na mnie dziwnie tak,
Kręcąc ogonem z cichym szmerem, —
A mnie się zdało, że to mag,
Co mnie uczyni bohaterem.


Raz zdarzyła się rzecz nadzwyczajna: służąca Nastusia, unitka, znalazła w jakiejś szparze na strychu zeszyt wierszy. Był to rękopis pieśni patrjotycznych, powstańczych, z 1831 i z 1863 roku.
Zeszyt ten, nawpół zbutwiały, poplamiony wilgocią, jakby potokami łez, dostał się naprzód w moje prawie już młodzieńcze ręce.
Jakżem go odczytywał ze drżeniem serca, jakżem go chował co wieczór pod poduszkę, aby równo ze świtem, przed pójściem do gimnazjum, przerzucać go po raz setny, jeszcze i jeszcze i jeszcze!...

A gdy szesnaście miałem lat,
Kochając pierwszy raz pocichu,
Pasemko włosów, list i kwiat
Schowałem w jakiś kąt na strychu.

W złej chwili pukiel, list i kwiat
Zmieszałem — dzieciak — ze śmieciami, —
Bo tak się stało w biegu lat
Z wszystkiemi serca pamiątkami.