Strona:PL Artur Oppman - Moja Warszawa.djvu/079

Ta strona została uwierzytelniona.

To wielbiciel płci niewieściej
I nóżek amator.


Używają łobuzy. Zawinąwszy porteczki, kąpią się w rynsztokach za kolana, przebiegają przez ulicę z jednej strony na drugą, bałwaniąc wodę, jak wieloryby, ofiarowują swoje usługi ładnym dziewczynom, proponując im zaniesienie do domu „na barana“, wreszcie, jak pudle, otrząsając się nibyto z wody, obryzgują najelegantszych młodzieńców i najbardziej wyjedwabione damy.
A tymczasem deszcz słabnie, niebo się przeciera, w szarość Warszawry uderza złota strzała słońca — i nagle:

Z każdej kropli po ulewie
Promienieje tęcza,
Kwiat po kwiecie, krzew po krzewie,
Wiosną się rozwdzięcza.

Pachną klomby, lśnią się mury,
Błyskają oczęta —
I o figlach dżdżystej chmury
Nikt już nie pamięta.


Jednak długo jeszcze po ulewie co piękniejsze i pewniejsze siebie osóbki, w obawie płynącej po chodnikach wody kokieteryjnie unoszą spódniczek, sprawiając rzetelną radość oczom męskim, nigdy niesytym, zawsze zaborczym i tak ciekawym po-