Strona:PL Artur Oppman - Moja Warszawa.djvu/134

Ta strona została uwierzytelniona.

mówi, „podgazowani“, najwymyślniejszemi zachętami i pochwałami zapraszali publiczność do swoich statków, z których przed odbiciem od lądu trzeba było garncami wybierać wodę.
Nareszcie po długich ceregielach decydowano się na wybór. Panny, unosząc sukienek, z krzykiem udawanego lub rzeczywistego przestrachu, wskakiwały do łodzi przy pomocy wyelegantowanych młodzieńców, starsze jejmoście gramoliły się niezdarnie, nawołując zagapione dzieciaki, panowie poważnie wkraczali na statek, obładowani pełnemi wiktuałów i flaszek koszami, a nierzadko ktoś z najniezgrabniejszych wpadał do wody, ku niesłychanej uciesze „pomagierów“ przewoźniczych i licznie zgromadzonej na wybrzeżu nadwiślańskiej łobuzerji.

Szarą Wisłą łódka płynie, —
Jakże miło na głębinie!
Słońce pali, wietrzyk chłodzi,
Rączka w rączkę szepcą młodzi.

Wiosła pluszczą, szemrze fala,
Już „Pod dębem“ widać zdala,
Nuci wioślarz piosnki szczere,
Jak wenecki gondoliere.


A na Saskiej Kępie miejscowości, gdzie doskonale zabawić się można, bez liku. Najsłynniejsze: „Pod dębem“, „Pod oleandrem“, [1]Pod różą“ zapchane po same ściany; trzeba sypać „Pod orzecha“ albo też poprostu rozłożyć się obozem na tra-

  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – .