Strona:PL Balzac-Ludwik Lambert.djvu/127

Ta strona została uwierzytelniona.

— Moje dzieci, rzekł kiedy go poproszono o zdanie, to sprawa zbyt poważna abym mógł rozstrzygać o niej sam. Muszę poradzić się żony.
Staruszek wstał, wziął laskę i wyszedł, ku wielkiemu zdziwieniu obecnych, którzy brali to za objaw zdziecinnienia. Niebawem wrócił i rzekł:
— Nie potrzebowałem chodzić aż na cmentarz, matka wasza wyszła naprzeciw mnie, spotkałem ją wpodle potoku. Powiedziała mi, że u rejenta w Blois znajdziecie kwity, dzięki którym wygracie proces.
Słowa te wyrzekł pewnym głosem; postawa i wyraz twarzy znamionowały człowieka, dla którego ta zjawa była czemś naturalnem. W istocie, podawane w wątpliwość kwity znalazły się, i proces upadł.
Przygoda ta, zaszła pod dachem rodzicielskim, w oczach Ludwika, liczącego wówczas dziewięć lat, przyczyniła się znacznie do utrwalenia w nim wiary w cudowne wizje Swedenborga, który w życiu swojem dał wiele dowodów siły wizjonerskiej jaką posiadła jego istota wewnętrzna. Rosnąc w lata, w miarę jak inteligencja jego się rozwijała, Lambert musiał wejść na drogę szukania w prawach natury ludzkiej przyczyn cudu, który od dzieciństwa ściągnął jego uwagę. Jakiem mianem nazwać przypadek, który skupiał dokoła niego fakty, książki, odnoszące się do tych zjawisk, i jego samego czynił teatrem i aktorem największych cudów myśli? Gdyby Ludwik nie posiadał innego tytułu do sławy, jak tylko to, że, licząc piętnaście lat, wyraził tę psychologiczną zasadę: „Wypadki, w których objawiają się czyny ludzkości i które są wytworem jej inteligencji, mają swoje przyczyny w których są zawczasu poczęte, tak samo jak nasze uczynki spełniają się w naszej myśli zanim ujawnią się na zewnątrz; przeczucia lub proroctwa są widzeniem tych przyczyn”: — wówczas sądzę iż trzebaby w nim opłakiwać stratę genjusza na miarę Paskala, Lavoisiera, Laplace’a. Być może rojenia o aniołach zbyt