Strona:PL Balzac-Ludwik Lambert.djvu/158

Ta strona została uwierzytelniona.

tracić; jeżeli, jak wygnany anioł, zawsze mam chować poczucie niebiańskich rozkoszy, ale bez przerwy przykuty do świata boleści, dobrze więc, zachowam tajemnicę mej miłości, tak jak tajemnicę mych niedoli. I bądź zdrowa! Tak, powierzam cię Bogu, do którego będę się modlił za ciebie, którego będę prosił aby ci dał piękne życie: choćbym miał być wygnany z twego serca, do którego wszedłem ukradkiem bez twej wiedzy, nie opuszczę cię nigdy. Inaczej, jakąż miałyby wartość święte słowa tego listu, mojej pierwszej i może ostatniej prośby? Gdybym kiedykolwiek — szczęśliwy, czy nieszczęśliwy — przestał myśleć o tobie, kochać cię, czyż nie byłbym wart mojej męki?“

II.

„Nie jedziesz pani! Kochasz mnie więc! mnie, biedną, pokątną istotę. Droga Paulino moja, nie znasz potęgi spojrzenia, w które wierzę, a którem oznajmiłaś mi żeś mnie wybrała, ty, młoda, piękna, mająca świat u swoich nóg. Iżbyś zrozumiała me szczęście, trzebaby ci opowiedzieć moje życie. Gdybyś mnie odepchnęła, wszystko byłoby dla mnie skończone. Zbyt wiele cierpiałem. Tak, miłość moja, ta dobroczynna i wspaniała miłość, była ostatnim wysiłkiem ku szczęściu, ku jakiemu rwała się moja dusza, dusza już złamana daremnemi trudami, strawiona lękiem i zwątpieniem o sobie, żarta rozpaczą, która nieraz pchała mnie do śmierci. Nie, nikt w świecie nie zna grozy, jaką napełnia mnie samego moja nieszczęsna wyobraźnia. Wznosi mnie często w niebiosy, i nagle daje mi runąć na ziemię z zawrotnej wysokości. Wewnętrzne rzuty siły, niezwykłe i tajemnicze dowody osobliwego jasnowidzenia, mówią mi chwilami, że mogę wiele. Ogarniam wówczas świat myślą, urabiam go, kształtuję, przenikam; rozumiem go lub zdaje mi się że go rozumiem; ale nagle budzę się sam, w głębokiej nocy,