Strona:PL Balzac - Blaski i nędze życia kurtyzany.djvu/42

Ta strona została uwierzytelniona.

koszule po półtora franka aby żyć z uczciwej pracy. Miesiąc jadłam same ziemniaki aby pozostać uczciwą i godną Lucjana, który mnie kocha i szanuje jak najcnotliwszą. Złożyłam, wedle przepisów, oświadczenie w policji, aby odzyskać swoje prawa; nałożono mi dwa lata nadzoru. Oni, tak łatwi aby wpisać człowieka w rejestr hańby, znajdują tysiąc trudności aby go zeń wykreślić. Błagałam nieba tylko o to, aby wspomagało moje postanowienie. Będę miała dziewiętnaście lat w kwietniu; w tym wieku jest jeszcze ratunek. Mam uczucie, jakgdybym się dopiero narodziła trzy miesiące temu... Modliłam się do Boga co rano, błagałam go o tę łaskę, aby nigdy Lucjan nie poznał mego dawnego życia. Kupiłam tę Matkę Boską którą pan widzi; modliłam się do niej na swój sposób, bo nie znam żadnych pacierzy; nie umiem czytać ani pisać, nie byłam nigdy w kościele, nie widziałam Boga inaczej niż na procesji, przez ciekawość.
— Cóż tedy mówisz Matce Boskiej?
— Mówię do niej tak jak do Lucjana, z tem wzruszeniem które przyprawia go o łzy.
— A! płacze?
— Z radości, odparła żywo. Biedny kotuś! rozumiemy się tak dobrze, jakgdybyśmy mieli jedną duszę. On jest taki miły, taki pieszczotliwy, taki słodki ma charakter, tyle serca!... Mówi, że jest poetą; ja mówię że jest bogiem... Przepraszam! ale wy, księża, wy nie wiecie co to miłość. Zresztą jedynie my znamy dostatecznie mężczyzn, aby ocenić takiego Lucjana. Lucjan, widzi ksiądz, to coś tak rzadkiego jak kobieta bez grzechu; kiedy się go spotka, niepodobna już kochać nic tylko jego: to już tak. Ale, dla podobnej istoty, trzeba równej jemu. Chciałam tedy być godna miłości mego Lucjana. Stąd nieszczęście. Wczoraj w Operze, poznali mnie młodzi ludzie którzy mają serca tygrysie; i to jeszcze prędzej ubłagałabym tygrysa! Zasłona niewinności opadła; śmiechy ich przeszyły mi głowę i serce. Niech ksiądz nie sądzi, że mnie ksiądz ocalił, ja umrę ze zgryzoty.