Strona:PL Balzac - Kontrakt ślubny; Pułkownik Chabert.djvu/119

Ta strona została przepisana.

Amelja miała rozwinąć żagle nazajutrz. W chwili gdy statek odjeżdża, przystań zatłoczona jest krewnymi, przyjaciółmi, ciekawymi. Wśród osób, które się tam znalazły, niektóre znały Pawła. Katastrofa jego czyniła go w tej chwili równie sławnym, jak był niegdyś przez swój majątek; ciekawość tedy była poruszona. Każdy miał tam coś do powiedzenia. Starzec odprowadził Pawła do portu i wiele musiał wycierpieć, słysząc niektóre z tych komentarzy.
— Ktoby poznał w człowieku, którego widzisz tam koło starego Mathias, owego dandysa, zwanego kwiatem młodzieży, który pięć lat temu nadawał ton całemu Bordeaux?
— Jakto, ten mały gruby człeczyna w alpagowym surducie, wyglądający na stangreta, to ma być hrabia de Manerville?
— Tak, moja droga, ten który się ożenił z panną Evangelista. Teraz jest zrujnowany, nie ma złamanego szeląga i jedzie do Indji po złote runo.
— Ale jakim cudem tak się zrujnował? Był taki bogaty! Paryż, kobiety, giełda, gra, zbytek...
— A przytem, rzekł inny, Manerville to zero, głuptas, miękki jak flak, dający się strzyc jak baran, nieudolny. On się już urodził zrujnowany.
Paweł uścisnął rękę starca i uciekł na statek. Mathias został na wybrzeżu, patrząc na dawnego klienta, który oparł się o parapet, wyzywając tłum spojrzeniem wzgardy. W chwili gdy majtkowie podnosili kotwicę, Paweł spostrzegł że Mathias daje mu znaki chustką. Stara gospodyni przybiegła z pośpiechem do swego pana, który wydawał się poruszony wydarzeniem niezmiernej wagi. Paweł prosił kapitana, aby zaczekał jeszcze chwilę i posłał czółno dla dowiedzenia się czego chce rejent, który mu dawał energiczne znaki aby wysiadł. Zbyt słaby aby pospieszyć na pokład, Mathias oddał dwa listy jednemu z majtków, którzy przypłynęli czółnem.
— Mój przyjacielu, ten pakiet, rzekł były rejent do majtka, pokazując mu list, widzisz, mój drogi, nie pomyl się: ten pakiet przybył kurjerem, który odbył drogę z Paryża w trzydzieści pięć godzin.