Strona:PL Balzac - Kontrakt ślubny; Pułkownik Chabert.djvu/146

Ta strona została przepisana.

rze, nie wiem czemu. Z takiem oparciem, czegóż możemy się lękać? Mamy nogę w każdej stolicy, oko we wszystkich gabinetach, siedzimy w rządzie bez jego wiedzy. Czy kwestja pieniężna nie jest głupstwem, niczem, wobec tych wielkich sprężyn? Co to jest zwłaszcza kobieta? Czy zawsze będziesz studentem? Czem jest życie, mój drogi, kiedy kobieta jest całem życiem? to statek, nad którym się nie panuje, który płynie wedle oszalałej busoli, ale nie bez magnesu, którym miotają przeciwne wiatry i gdzie człowiek jest istnym galernikiem skutym nietylko przez prawo ale i przez kaprys dozorcy, bez możności odwetu. Wielki sekret alchemji społecznej, mój drogi, to wyciągnąć możliwie najwięcej z każdego wieku który przeżywamy, mieć wszystkie liście na wiosnę, wszystkie kwiaty w lecie, wszystkie owoce w jesieni. Nabawiliśmy się, paru urwisów i ja, przez dwanaście lat, jak istni muszkieterowie, nie odmawiając sobie niczego, nawet małego korsarstwa tu i ówdzie; teraz zaczniemy strząsać dojrzałe śliwki w wieku w którym doświadczenie ozłociło zbiory. Chodź z nami, będziesz miał cząstkę w puddingu, który upieczemy. Przybywaj, a znajdziesz sercem oddanego przyjaciela w skórze twego

„Henryka de M.“


W chwili gdy Paweł de Manerville kończył ten list, którego każde zdanie było niby uderzenie młota w gmach jego nadziei, jego złudzeń, jego miłości, znajdował się za Azorami. Wśród tych ruin chwyciła go zimna, bezsilna wściekłość.
— Co ja im zrobiłem? pytał.
To pytanie, to jest okrzyk głupców, ludzi słabych, którzy, nie umiejąc nic widzieć, nie mogą nic przewidzieć. Krzyczał: „Henryku! Henryku!“ do wiernego przyjaciela. Wielu ludzi byłoby oszalało. Paweł położył się spać i usnął owym głębokim snem, jaki następuje po ogromnych klęskach; snem, który ogarnął Napoleona po bitwie pod Waterloo.

Paryż, wrzesień — październik 1835.