Strona:PL Balzac - Kuzynka Bietka. T. 1.djvu/101

Ta strona została skorygowana.

u siebie, nawet nie wychodził z domu, rzekła złośliwie pani Olivier do panny Fischer.
Stara panna nie odpowiedziała nic. Została jeszcze chłopką pod tym względem, że drwiła sobie z gadań ludzi stojących zdala; i tak samo jak chłopi widzą tylko swoją wioskę, tak ona dbała jedynie o opinię małego kółka w którem żyła. Udała się tedy śmiało nie do siebie, ale na to poddasze. Oto czemu: przy deserze schowała do woreczka nieco owoców i słodyczy dla swego chłopca, i chciała mu je dać, zupełnie tak jak stare panny przynoszą jakąś łakotkę dla swego psa.
Zastała bohatera marzeń Hortensji pracującego przy blasku lampki, przed którą dla wzmocnienia światła stała karafka pełna wody. Blady i jasnowłosy młodzieniec siedział przy małym warsztacie założonym narzędziami rytowniczemi, woskiem, łopatkami, odlewami z miedzi. Był odziany w bluzę, i trzymając w ręku małą grupę ulepioną z wosku, patrzał na nią z całą uwagą poety przy swojej pracy.
— Masz, Wacławie, przynoszę ci coś, rzekła kładąc chusteczkę na stoliku.
Poczem dobyła ostrożnie ze swego rogu obfitości łakocie i owoce.
— Bardzo pani dobra, odparł smutnym głosem biedny wygnaniec.
— To cię orzeźwi, mój biedny chłopczyno. Zamęczasz się pracując w ten sposób, nie jesteś stworzony do tak ciężkiego rzemiosła.
Wacław Steinbock spojrzał na starą pannę ze zdziwieniem.