Strona:PL Balzac - Kuzynka Bietka. T. 1.djvu/229

Ta strona została skorygowana.

Jak z tego widać, te dwie kobiety stanowiły jedno, wszystkie postępki Walerji, nawet najszaleńsze, jej przyjemności, dąsy, wszystko rozstrzygało się po dojrzałym namyśle między niemi dwiema.
Elżbieta, dziwnie podniecona tem życiem kurtyzany, radziła Walerji we wszystkiem i snuła bieg swojej zemsty z nieubłaganą logiką. Ubóstwiała zresztą Walerję, zrobiła z niej swoją córkę, swoją przyjaciółkę, swoją miłość, znajdowała w niej powolność kreolki, miękkość rozkosznicy; szczebiotała z nią co rano z większą o wiele przyjemnością niż niegdyś z Wacławem, mogły się śmiać ze swoich wspólnych szelmostw, z głupoty mężczyzn, obliczać wspólnie rosnące procenty swoich skarbonek. Elżbieta znalazła zresztą w swoim planie i w nowej przyjaźni o ileż bogatszy pokarm niż w niedorzecznej miłości do Wacława! Rozkosze nasyconej nienawiści są najgorętsze, najmocniejsze w sercu ludzkiem. Miłość jest niejako złotem, a nienawiść żelazem w tej kopalni uczuć, która w nas się kryje. Wreszcie Elżbieta znajdowała w Walerji w całym blasku ową piękność którą ubóstwiała, jak ubóstwia się wszystko czego się nie ma, piękność o wiele przystępniejszą niż uroda Wacława, który był zawsze dla niej zimny i nieczuły.
Po trzech blisko latach Elżbieta zaczynała widzieć postępy podkopu, nad którym pracowała obracając na to całe swe życie i inteligencję. Elżbieta myślała, pani Marneffe działała. Pani Marneffe była toporem, Elżbieta ręką która nim władała, i ręka ta szybkiemi ciosami niszczyła rodzinę, która z dnia na dzień stawała się jej bardziej nienawistną: nienawidzi się bowiem coraz więcej,