Strona:PL Balzac - Kuzynka Bietka. T. 1.djvu/87

Ta strona została skorygowana.

— Twoje djamenty warte są dziś zaledwie dwadzieścia tysięcy franków. To nie wystarczy dla starego Fischera, zachowaj je lepiej dla Hortensji. Pomówię jutro z marszałkiem.
— Biedaku mój! wykrzyknęła baronowa ujmując ręce Hulota i całując je.
To była cała połajanka. Adelina ofiarowała djamenty, ojciec dał je Hortensji, czyn ten wydał się jej tak wzniosły, że uczuła się bezsilna.
— On tu jest panem, może brać wszystko, zostawił mi moje djamenty, to istny Bóg!
Taka była myśl tej kobiety, która z pewnością uzyskała więcej słodyczą niż inna zazdrością i gniewem.
Moralista nie mógłby zaprzeczyć, iż, naogół, ludzie dobrze wychowani i bardzo zepsuci, są o wiele milsi niż ludzie cnotliwi. Mając do okupienia swoje grzeszki, starają się na zapas o pobłażliwość, okazując się wyrozumiali na wady swoich sędziów; toteż uchodzą za wybornych ludzi. Mimo że i wśród cnotliwych znajdują się ludzie bardzo sympatyczni, cnota uważa się sama z siebie za dość piękną, aby się obejść bez trudów grzeczności; przytem ludzie naprawdę cnotliwi (wyłączam tu obłudników) mają prawie wszyscy lekkie podejrzenia co do swojej roli; uważają się za oszukanych w wielkim targowisku życia i mają w słowach pewien kwas właściwy ludziom którzy sądzą że ich nie doceniono. Toteż, baron, który miał na sumieniu ruinę rodziny, rozwijał wszystkie zasoby swego dowcipu i wdzięku na intencję żony, dzieci swoich i kuzynki Bietki. Na widok syna i Celestyny Crevel karmiącej właśnie małego Hulota, podszedł