Strona:PL Balzac - Kuzynka Bietka. T. 2.djvu/278

Ta strona została skorygowana.

chodził na ulicę du Rocher. W połowie pasażu, niedawno stworzonego i mieszczącego sklepy o bardzo umiarkowanym czynszu, baronowa spostrzegła, nad szybą zasłoniętą zieloną firanką tak aby przechodnie nie mogli zapuszczać niedyskretnych spojrzeń, ten napis: Pisarz publiczny; nad drzwiami zaś:

BIURO.

Tu układa się podania, przepisuje na czysto rachunki etc.

Dyskrecja, pośpiech.

Wnętrze podobne było do owych poczekalni, w których omnibusy paryskie każą pasażerom czekać na komunikację. Wewnętrzne schody prowadziły zapewne do mieszkania na półpięterku, z oknem wychodzącem na pasaż; wejście było przez sklep. Baronowa ujrzała zniszczone biurko, teki z kartonu i nędzny fotel kupiony gdzieś na wyprzedaży. Daszek na oczy oraz mocno brudny abażur świadczyły bądź to o chęci zachowania inkognita, bądź o osłabieniu wzroku, dość naturalnem u starca.
— Jest na górze, rzekł zdun, pójdę go uprzedzić i sprowadzę go tutaj.
Baronowa spuściła woalkę i siadła. Ciężkie kroki zaskrzypiały na drewnianych schodkach; Adelina nie mogła wstrzymać przeszywającego krzyku, widząc swego męża, barona Hulot, w szarej trykotowej kamizelce, w starych popielatych barchanowych spodniach i w pantoflach.
— Co pani każe? spytał Hulot dworską uprzejmością.