Strona:PL Beaumarchais - Wesele Figara.djvu/062

Ta strona została uwierzytelniona.

BARTOLO, zatrzymując ją, Marcelino!
MARCELINA. Chodźmy, doktorze; nie panuję nad sobą (dygając). Sługa uniżona.

Scena VI
ZUZANNA, sama.

A leć, kumoszko! leć, mądralo! równie mało lękam się twych zakusów, jak gardzę zniewagami. Patrzcie mi starą sybillę! dlatego, że liznęła książki i dręczyła jaśnie panią za młodu, chce się rządzić jak szara gęś w zamku! (Rzuca na krzesło suknię). Sama już nie wiem poco tu przyszłam.

Scena VII
ZUZANNA, CHERUBIN.

CHERUBIN, wbiegając. Och, Zuziu! od dwóch godzin czatuję na chwilę, kiedy będę cię mógł zdobyć samą. Ach! ty wychodzisz za mąż, a ja odjeżdżam.
ZUZANNA. W jaki sposób małżeństwo moje łączy się z odjazdem pazia Jego Dostojności?
CHERUBIN, żałośnie. Zuziu, hrabia mnie oddala.
ZUZANNA, przedrzeźniając go. Cherubinku, co za głupstwo!
CHERUBIN. Zastał mnie wczoraj u twej kuzynki Franusi; pomagałem jej przepowiadać rolę niewiniątka na dzisiejszą uroczystość. Powiadam ci, jak mnie zobaczył, wpadł w taką wściekłość!... Wynoś się, wrzasnął, mały... Nie śmiem, w obecności kobiety, wymówić tego słowa. Wynoś się! a jutro nie będzie cię w zamku. Jeśli pani hrabina, moja piękna chrzestna, nie zdoła go ułagodzić, stało się, Zuziu, tracę na zawsze szczęście oglądania ciebie.
ZUZANNA. Oglądania mnie?... teraz moja kolej? Więc już nie do pani wzdychasz potajemnie?