Strona:PL Beaumarchais - Wesele Figara.djvu/127

Ta strona została uwierzytelniona.

a tkliwą matką, które będą cię kochały na wyprzódki. Bądź pobłażliwy dla nich, szczęśliwy dla siebie, wesół, dobry i miły dla całego świata, a matka twoja nic nie będzie pragnąć więcej.
FIGARO. Złote słowa, mamusiu, jestem twojego zdania. Jacyż ludzie głupi, w istocie! Na te tysiące lat które świat się toczy, w tym oceanie istnienia, gdzie przypadkowo wyłowiłem jakieś tam liche trzydzieści lat, które nie wrócą już nigdy, miałbym się dręczyć komu je jestem winien! Pal sześć tych, którzy się tem kłopocą. Spędzić tak życie na szamotaniu się, to znaczy ciągle czuć swoje chomonto, jak te nieszczęśliwe konie, holujące galary pod wodę, które nie spoczywają nigdy, nawet kiedy stoją w miejscu, i wciąż ciągną, mimo iż przestaną iść. Zaczekamy.
HRABIA. Ta głupia awantura krzyżuje mi wszystko.
GĄSKA, do Figara. A szlachectwo, a zamek? Wpro-owadzałeś w błąd sprawiedliwość.
FIGARO. Ładną mi sztukę chciała spłatać ta wasza sprawiedliwość! Toć, dla przeklętych stu talarów, omal dwadzieścia razy nie utrupiłem tego jegomości, który okazuje się dziś moim ojcem! Ale, skoro niebo ocaliło mą cnotę od tych niebezpieczeństw, przyjm, ojcze, moje przeprosiny... a ty, matko, uściskaj mnie... najbardziej macierzyńsko jak zdołasz... (Marcelina rzuca mu się na szyję).

Scena XVII
BARTOLO, FIGARO, MARCELINA, GĄSKA, ZUZANNA, ANTONIO, HRABIA.

ZUZANNA, wbiegając z sakiewką w dłoni. Wasza Dostojność, proszę wstrzymać wszystko; proszę cofnąć to małżeństwo; spłacę jejmość pannę posagiem, jaki dostałem od pani.
HRABIA, na stronie. Do czarta z panią! Wszystko się spiknęło... (wychodzi).