Strona:PL Beaumarchais - Wesele Figara.djvu/155

Ta strona została uwierzytelniona.

nad mą głową? Zmuszony przebiegać drogę nad którą wszedłem nie wiedząc o tem, świadom że ją opuszczę bez własnej woli, umaiłem ją tylą kwiecia, na ile pozwoliła mi moja wesołość: a i to mówię moja wesołość, nie wiedząc czy ona jest bardziej moja niż co insze, ani co jest owo ja które mnie zaprząta: bezkształtne skupienie nieznanych cząstek; później wątłe, bezrozumne stworzenie; swawolne zwierzątko; młodzieniec rwący się ku rozkoszy, użyciu, praktykujący wszystkie rzemiosła aby istnieć; tu pan, tam sługa, wedle kaprysu Fortuny! ambitny z próżności, pracowity z potrzeby, ale leniwy... z rozkoszą! mówca w razie niebezpieczeństwa; poeta dla wytchnienia; muzyk z konieczności; kochanek, okresami, w ataku szaleństwa; wszystkom widział, wszystkom robił, wszystkiegom użył. Później, złudzenia rozwiały się: rozczarowany... Zuziu, Zuziu, Zuziu! ileż ty mi cierpień zadajesz!... Słyszę kroki... nadchodzą. Oto moment.

(Cofa się w pierwszą kulisę po prawej).
Scena IV
FIGARO, HRABINA w sukniach Zuzanny, ZUZANNA w sukniach hrabiny, MARCELINA.

ZUZANNA, pocichu do hrabiny. Tak, Marcelina mówiła, że Figaro tu będzie.
MARCELINA. Toteż jest; mów ciszej.
ZUZANNA. Tak więc, jeden słucha, a drugi ma przyjść na schadzkę. Zaczynajmy.
MARCELINA. Aby nie stracić słowa, skryję się w altanie.

(Wchodzi do kiosku, gdzie skryła się Franusia).
Scena V
FIGARO, HRABINA, ZUZANNA.

ZUZANNA, głośno. Pani drży! czyżby z zimna?
HRABINA, głośno. Wilgoć jest, już wrócę.