Strona:PL Bolesław Leśmian-Napój cienisty.djvu/223

Ta strona została uwierzytelniona.


Rzekł Maciej: „Z niedaleczka... Chcemy jestku — pitku
Z tego ziela, coś w lesie skrył je bez użytku.
Znamy twą tajemnicę strasznie zieleniatą!
Wyłaź, tchórzu, z za czarów! Wyłaź!“ —
A Czmur na to:
— „Precz stąd śmiecie pyskate! Znam podniebia wasze!
Na baśń leśną dybiecie, jak bawół na paszę!
Czem dla was nieśmiertelność? Rodzajem — jarzyny!
Wara psiarni człowieczej do bytów przyczyny!“. —

Trącił Maciej Macieja: „Lży, bestja nieczysta!
Pierwszy przemów do zmory, boś lepszy mówista“...
Sięgnął Maciej po słowo, co wszystek gniew zmieści!
— „Ty, psiaparo — psiawełno — psianogo — psiatreści!
Czemu ślepie wytrzeszczasz, mgliste od wyłudy!
Małpo z tamtego świata! Pomroko z psiej budy!
Nie pyskuj śród listowia! Stłum w lesie — bezczelność!
Nie skąp ziela, judaszu! Oddaj nieśmiertelność!“ —

I, to mówiąc, podźwignął pięść, nakształt maczugi,
A tuż obok do boju zawrzał Maciej drugi.
Czmur z ziemi wyrwał buczek, pełen jeszcze cienia,
I łby obu Maciejom zmacał odniechcenia.
Coś zlekka we łbach trzasło, lecz nic się nie stało.
Snać łbów było — za dużo, a buczka — za mało.
Obaj do gęby Czmura rozmach wzięli szerszy, —
Cios zadał Maciej drugi, a w ślad — Maciej pierwszy.
Czmur rozwarł pysk drapieżny zwyczajem potwora,
Aż odsłonił krtań krwistą — kły — i zwój jęzora.

Splunął Maciej, jęzora zgorszony straszydłem,
I gębę w czas potłumił pięścią, jak gasidłem.
Jęknął Czmur w nieskończoność, truchlejąc haniebnie
Przed nawałą Maciejów zbyt groźną liczebnie!