Strona:PL Bolesław Prus - Emancypantki 01.djvu/178

Ta strona została uwierzytelniona.
XVIII.
KARA ZA NIEDOŁĘSTWO.

Zajęta myślami o przyszłości pani Latter, Madzia nazajutrz i następnych dni nie zauważyła, że coś knuje się na pensji. Widziała rozdrażnienie panny Howard, słyszała szepty dam klasowych, nieraz obiło się o jej uszy słówko tej lub owej pensjonarki: „intrygant“, „niedołęga!“ — ale nie przywiązywała do tego znaczenia.
Dusza jej była przesycona niepokojem o panią Latter, o Helenkę, nawet... o pana Kazimierza, którym, według przepowiedni panny Malinowskiej, groziła ruina... Cóż więc mogło ją obchodzić, że kogoś nazywają intrygantem i niedołęgą, że cała pensja o czemś szepcze?... Alboż ona sama nie była pełna jakichś tajemniczych szeptów, nad któremi górowały dwa zdania:
„Rola pani Latter skończyła się nieodwołalnie.“
„Kobiety pracujące nie powinny mieć dzieci.“
Słowa te wydawały się Madzi okrutnemi; tem okrutniejszemi, że kochała panią Latter jak drugą matkę, a najwięcej kochała ją za to, że ma dzieci.
„Jak można — myślała sobie — z taką straszną obojętnością odmawiać praw do życia istotom malutkim i niewinnym, których dusze, być może, krążą nad nami, upominając się o przyjście na świat, o chrzest i wiekuiste zbawienie?... Jak można przed nieurodzonymi zamykać wieczność tylko dlatego, ażeby nam było dobrze?...“
Wspomnienie panny Malinowskiej, która tak spokojnie