Strona:PL Bolesław Prus - Kłopoty babuni.djvu/083

Ta strona została uwierzytelniona.
ROZDZIAŁ X



NA ZASADZIE KTÓREGO ZWĄTPIĆBY MOŻNA O WŁOSACH MAJOROWEJ I O WARTOŚCI SYSTEMU DZIESIĘTNEGO DLA PEDAGOGIKI.


Emeryt Batożnicki mieszkał za miastem, zdala od ludzi, którzy nie ocenili należycie metody wynalezionej i niezmordowanie stosowanej przez niego w ciągu trzydziestoletniej nauczycielskiej praktyki. Szczupła tylko garstka zaufanych osób miała wstęp do pustelni wielkiego abnegata, dokąd właśnie szliśmy procesjonalnym krokiem: ja, majorowa i jej mało rozwinięty wnuczek.
— Sociu, serce! — moralizowała staruszka — nie stawaj przed oknami, wyjmij rękę z kieszeni i palec z nosa... Ach, moja doleńko nieszczęśliwa!... taż nie wybiegaj na środek, ty chmyzie, żeby cię nie rozjechali!... Ot, patrzaj go... znowu psa zaczepił! Czy ty, roztropyrzu niegodny, chcesz koniecznie guza?... Ach, zbrodniarzu!... ach, złoczyńco!... i poco ty Żydka potrąciłeś? Ty myślisz sobie, że Żydzi to już nie boskie stworzenia? I cóż on winien, że jego pradziadkowie ukrzyżowali Pana Jezusa i że już nigdy nie zostanie szlachcicem? Co też ja gadam... W tych czasach wszystko idzie nawspak, bo już przecie niejeden Żyd został austrjackim ryterem, a nawet baronem i hrabią... Takie to i hrabiostwo, nie oddałabym za niego pary zdartych trzewików!
Pozwolę się nazwać chłystkiem, a nawet literatem temu, kto mi dowiedzie, że do najeżonej głowy Soterka przylgnęła choć tysiączna część tych pięknych i nauczających medytacyj,