Strona:PL Bolesław Prus - Lalka Tom1.djvu/415

Ta strona została uwierzytelniona.

miało zawalić się na łeb — nie cofnę się, rozumiesz?... Za takie szczęście, oddam życie...
— Za jakie szczęście?... — spytał Ignacy.
Ale Wokulski już wyszedł przez tylne drzwi.





XIV.
Dziewicze marzenia.

Od Wielkiejnocy panna Izabela często myślała o Wokulskim, a we wszystkich medytacyach uderzał ją niezwykły szczegół: człowiek ten przedstawiał się coraz inaczej.
Panna Izabela miała dużo znajomości i niemały spryt do charakteryzowania ludzi. Otóż, każdy z jej dotychczasowych znajomych posiadał tę własność, że można go było streścić w jednem zdaniu. Książe był to patryota, jego adwokat — bardzo zręczny, hrabia Liciński pozował na Anglika, jej ciotka była dumną, prezesowa — dobrą, Ochocki — dziwakiem, a Krzeszowski — karciarzem. Słowem: człowiek — była to jakaś zaleta albo wada, niekiedy zasługa, najczęściej tytuł lub majątek, który miał głowę, ręce i nogi, i ubierał się więcej albo mniej modnie.
Dopiero w Wokulskim poznała nietylko nową